Zadzwoń: 606 489 864

adres: Zobacz na mapie

Baron i Frodo

baronifrodoNazywam się Aleksandra, jestem właścicielką 2 piesków rasy chihuahua. Baron i Frodo to kochane, słodkie stworzenia, natomiast od początku stwarzały sporo problemów.W chwili obecnej mają już nieco ponad 2 lata i sytuacja została opanowana, natomiast mocno dały mi w kość odkąd 13 grudnia 2012 roku pojawiły się w moim domu i życiu 🙂 Mimo, iż nie widać tego na pierwszy rzut oka są to bracia. Zostali zakupieni w hodowli w Gdańsku. W momencie odebrania ich od hodowców Frodo wyglądał jak wielka kudłata kula, natomiast Baron był wielkości dorosłego chomika, prawie łysy i większość życia spędzał grzejąc się pod lodówką, która odpływ ciepłego powietrza miała z przodu na dole. Moja mama własnoręcznie dziergała mu sweterki na drutach, gdyż każde gotowe ubranko było po prostu zbyt duże.Zima była już od początku bardzo mroźna i śnieżna, więc cóż można było zrobić… Podkłady dla piesków i kojec dla dziecka. Psy były tak małe, że niewyobrażalnym było pozostawić je w całym (dośc sporym w ówczesnym momencie) mieszkaniu. Psy dostały oddzielny pokój, sypiały w kojcu dla dzieci (broiły od samego początku na potęgę – począwszy od kabli poprzez dziury w ścianie, gryzienie listew przypodłogowych itd). Zaskutkowało to brakiem subordynacji w kontekście zachowania czystości. W hodowli do momentu odebrania ich mieszkały w koszyku (coś w rodzaju plastikowego koszyka na zakupy w hipermarkecie). Załatwiały się tam, jadły i spały. Wraz z nadejściem wiosny i cieplejszych dni zaczęła się nauka czystości. Niestety na niewiele się to zdało, gdyż psy załatwiały się w domu zarówno gdzie jak i kiedy chciały. Znaczyły terytorium jeden po drugim. Jednym słowem – dramat. Po drodze przeżyliśmy 3 przeprowadzki co zapewne nie pomogło. W czerwcu 2014 roku w momencie przeprowadzki w docelowe miejsce zapadła decyzja, aby coś z tym zrobić. Zarówno ja byłam na skraju wyczerpania psychicznego, jak i psy zapewne widząc mój nastrój nie były najszczęśliwsze. Trochę samonakręcająca się spirala nieszczęść 🙂 Panią Monikę poleciła mi moja znajoma. W zasadzie nie liczyłam na zbyt wiele, chociaż z natury nie jestem osobą, która łatwo się poddaję. Przeczytałam natomiast masę książek o wychowaniu psów, różne metody próbowałam wdrażać w życie – bez skutku. Desperacja osiągnęła maksimum kiedy co 2 – maksymalnie 3 godziny musiałam biagać z psami na spacery, podczas których atakowały wszystko włącznie z muchami, listkami, motylami o dzieciach i innych psach (o zgrozo!) nie wspomnę, a i tak non stop czyściłam wszechobecne siuśki, które pojawiały się gdy tylko spuściłam psy na parę sekund z oka… Spotkanie trwało jakieś 1,5 godziny. Prawda jest taka, że nie chodzi tutaj o zmianę psa, lecz właściciela. Zmiany były zauważalne natychmiast. Zmiana hierarchii stada. Psy w momencie kiedy zaczynały szczekać na tarasie po prostu bez słów, mową ciała były zmuszane do powrotu do domu. Zmiana systemu karmienia – 2 oddzielne miski. To przywódca stada decyduje kiedy „podlegli” mogą jeść. Brak komend – wszystko czego chciałam wyegzekwować od psów odbywało się za pomocą mowy ciała. Psy przestały wskakiwać na kanapę w salonie (w łóżku nigdy nie spały). I przede wszystkim spokój. Dla kogoś może to zabrzmieć głupio, ale muszę przyznać, że nie ma lepszej lekcji dla człowieka niż przymus wypracowania siły spokoju dla dobra ukochanych czworonogów. Było mi bardzo ciężko, bo przecież jak tu zrezygnować z głaskania, noszenia i przytulania psów, kiedy takim błagalnym wzrokiem wpatrują się w Ciebie… Ale teraz wiem, że to było również dla ich dobra. Psy stały się spokojniejsze, zaczęły więcej spać. Uspokoiło się nagminne znaczenie terytorium. Oprócz tego zdecydowałam się na kastrację. Połączenie tych działań zaskutkowało tym, że w domu mam teraz całkiem normalne, stabilne psy, a i ja stałam się spokojniejsza 🙂 Problemem pozostały spacery. O ile Baron zawsze był spokojnym podporządkowanym psem, o tyle Frodo zawsze pełen był energii i ekscytacji. Odbyłyśmy z Panią Moniką drugie spotkanie – spacer w lesie. Efekty są widoczne, po prostu potrafię już opanować psy co wcześniej było niemożliwe. Scenki jak z najlepszych komedii… Spadający listek, ja zaplątana w smycze, psy kompletnie nie do opanowania. Teraz już wiem jak reagować. Baron uspokoił się zupełnie, z Frodem wiem, że czeka mnie jeszcze trochę pracy, ale doskonale zdaję sobię sprawę z tego, że WARTO! 🙂 Polecam każdemu, na prawdę kiedyś myślałam, że jestem już skazana na to, aby po prostu męczyć się z psami, które kocham ponad życie. Nie wyobrażałam sobie i nie wierzyłam, że może być inaczej. Teraz już wiem, że warto spróbować, poświęcić czas i uwagę. Widzę, że zarówno ja jak i moje psy jesteśmy po prostu szczęśliwsi 🙂 „

Aleksandra